Pierwsza Polska Przychodnia Internetowa
Stanisława, Ireny Sobota 18. Września 2021r
Leki związane z chorobą
linki sponsorowane, reklamy
Ósmy krąg piekła - czyli skąd się biorą nasze pandemiczne lęki, pseudoprawdy i zabobony
Poveglia urocza wysepka weneckiej laguny mogłaby mieć do dziś status najpiękniejszego miejsca na ziemi, gdyby nie fatum historii, jakim okazała się dżuma szalejąca i zbierająca obfite żniwo śmierci w czternastowiecznej Europie. Władze weneckiej republiki zesłały bowiem praktycznie bezpowrotnie na wysepkę setki tysięcy śmiertelnie zarażonych. Masowe zgony koczujących w straszliwych warunkach zesłańców oraz ich pośpieszne pochówki przemieniły wysepkę w jeden wielki grobowiec anonimowych ofiar. Diaboliczne piętno tej męczeńskiej śmierci najpierw wyludniło wysepkę, aby potem jak magnez z przyciągnąć na nią następne tragedie i groby. Dzisiaj bezludna, nadal budzi grozę zdewastowanymi mrocznymi tajemniczymi budowlami obrosłymi gąszczem dzikiej roślinności. Jej demoniczny status i wygląd drastycznie kontrastuje z pięknem i radosną atmosferą i pobliskich wysp. Przewoźnicy weneccy nie chcą przywozić tu ciekawskich turystów nawet za spore honorarium! I nie tylko dlatego, że nie chcą narazić się strażnikom patrolującym wody laguny.
Aktualia złej sławy ciążącej nad Poveglią
Autentyczny lęk przed Poveglią mogą odczuć współcześni przyjezdni turyści, którzy mają wątpliwe szczęście natknąć się na plaży na… ludzkie kości!!!
Wypolerowane przez czas kostne szczątki setek tysięcy osób pogrzebanych na wysepce są bowiem ciągle wypłukiwane przez silne przypływy. Wypłukane – osadzają się na dnie laguny; bądź niesione przez fale osiadają na pobliskich plażach, gdzie straszą turystów. Dlatego nawet merkantylnie nastawieni rybacy nigdy nie zarzucają sieci w tych wodach. Mało tego, starają się opływać wysepkę szerokim łukiem. Sporadycznie i skrycie wyspę nawiedzają nocami tylko „łowcy duchów” i badacze zjawisk paranormalnych.
Szokującym kontrastem jest, że tuż obok Poveglii znajduje się wyspa beztroski i elegancji – weneckie Lido. Na jej plażach; w jej hotelach i miejscach rozrywki dzisiaj i od wieków Wenecjanie i zagraniczni turyści spędzają radosne wakacje. Poveglia znajduje się również prawie naprzeciwko niewielkiego miastecka Malamacco, stanowiąc wyraźną skazę w idyllicznym otoczeniu pozostałych wysp.
Co ciekawe obecna nekropolia wenecka zlokalizowana na pobliskiej wyspie – S. Michele nie obrosła podobną złą sławą, lecz odwrotnie – stanowi dla turystów jeden ze stałych punktów wycieczek do miasta spod znaku lwa. Oglądać na niej można majestatyczne wiekowe grobowce – często będące dziełami architektury sakralnej i zarazem pamiątkami po świetności miasta i jego wybitnych obywatelach. Jak też o słynnych przyjezdnych, którzy musieli się tu zatrzymać na zawsze. Nekropolia stanowi unikalny zespół wielkich pomników cywilizacji Laguny.
Przyjżyjmy się dogłębnie, co przez wieki przydarzyło się Poveglii, że do dziś ma status miejsca przeklętego i przestrzega się przed nią turystów.
Pierwsze wzmianki o wyspie pochodzą z 421 roku naszej ery. Schronili się na niej mieszkańcy Padwy i Este w ucieczce przed barbarzyńcami. Później wyspa stopniowo zwiększała ilość mieszkańców aż do wybuchu fali epidemii. W 1379 roku Wenecja była wielokrotnie atakowana przez flotę genuańską. Wtedy ludność Poveglii przeniosła się na Giudekkę a na wyspie wybudowano ośmiokątny fort, którego zarysy oglądać można do dzisiaj.

W IX wieku Wenecji udało się uzyskać wyraźną przewagę i podporządkować swej władzy mieszkańców Poveglii i wszystkich innych wysp weneckiej laguny. Mieszkańcy wysepki byli zbyt niezależni od miasta, aby na to wyrazić zgodę. XIV wieku mieszkańcy wyspy zaczęli opuszczać wyspę. Povelia została zamieniona na cmentarz dla całej populacji laguny i jednocześnie miejsce obowiązkowej kwarantanny. Nic więc dziwnego, że wówczas , podczas największej średniowiecznej zarazy zwanej „Czarną śmiercią”- to ta wysepka stała się miejscem przymusowego odosobnienia i męczeńskiej śmierci setek tysięcy osób. Dodajmy, że w następnych wiekach wyspa nie zmieniła swego skażonego pandemią wizerunku. Tutaj również znajdowało się miejsce zsyłki dla przestępców, psychicznie chorych i ich rodzin. Rodowici mieszkańcy wyspy rozproszyli się na wszystkich wyspach laguny.
„Czarna Śmierć” inkubuje pandemiczne demony Povelii
Kiedy przed wiekami „Czarna Śmierć” i inne plagi kosiły tysiącami mieszkańców miast i prowincji Europy, nie omijały one też Wenecji. Czarną Śmiercią nazywano pandemię dżumy, która opanowała Europę w XIV wieku i spowodowała śmierć około jednej trzeciej jej mieszkańców. Dżuma dotarła do Europy z Azji, gdzie wraz z karawanami kupieckimi rozprzestrzeniała się przez około dwadzieścia lat, docierając na Bliski Wschód, skąd w październiku 1347 roku przywlekli ją na Sycylię włoscy i portugalscy kupcy. Źródłem zarazy były szczury, a dokładniej – pasożytujące na nich pchły, które przeniosły chorobę na ludzi. Epidemia postępowała bardzo szybko, przede wszystkim w miastach, gęsto zaludnionych i cechujących się fatalnymi warunkami higienicznymi. Pierwsza fala Czarnej Śmierci (1347-1348) zaatakowała południową Hiszpanię, środkową Francje i Italię. Wierzono, że zaraza jest przenoszona poprzez powietrze, i aby ratować się przed „morowym powietrzem” okadzano ludzi i budynki ziołami, palono ogniska na ulicach. Najbardziej widoczną konsekwencją Czarnej Śmierci było drastyczne zmniejszenie się liczby ludności Europy. Szacuje się, że ofiarami epidemii padło 25 milionów ludzi, co spowodowało znaczne zmniejszenie się liczby mieszkańców Europy. Najbardziej ucierpiały miasta, wskutek większej śmiertelności na zamkniętych obszarach.

W Italii w czasach panemii Czarnej Śmierci zrodziło się złowieszcze słowo – kwarantanna, które oznaczało przymusowe odosobnienie ofiar zarazy. Po raz pierwszy użyto go w podporządkowanej Wenecji kupieckiej Republice Raguzy (dzisiaj okolice Dubrownika). Słowo to budziło zrozumiały lęk – gdyż wówczas kwarantanna kończyła się zwykle męczeńską śmiercią osób zarażonych*. Wikipedia
Po Wenecji krążyli sanitariusze z zasłoniętymi twarzami i lekarze, których straszne maski zapowiadały w odwiedzanych domach rychłe przejście do innego, budzącego grozę świata. Ryc 1.
Lekarze nosili czarne maski z wystającymi jak dzioby sępów, wielkimi nosami. W nich medycy umieszczali substancje zapachowe, które miały odkażać zainfekowane powietrze. Władze republiki były bardzo ostrożne, a stróżowie prawa bezwzględni. Tysiącami wywożono zmarłych, zarażonych i ich rodziny na Poveglię. Tu zdesperowani grabarze chowali zmarłych do masowych grobów. Część ciał palono a żyjący członkowie rodzin poddawani byli surowej kwarantannie i praktycznie nie wracali z wyspy śmierci. Dotyczyło to również tysięcy osieroconych, lecz zdrowych dzieci, które niebawem bez opieki i jedzenia dołączały do pogrzebanych już rodziców.
Oblicza się, że w ten sposób pogrzebano na wyspie około 160 000 ciał Wenecjan i przyjezdnych. Zmarłych chowano w pośpiechu. Często deszcze wypłukiwały wierzchnią warstwę ziemi, a ze spalonych i spopielanych szczątków unosił się fetor i kostny kurz. Niekiedy resztki ludzkich kości do dzisiaj widuje się na pobliskich wodach. Nic dziwnego, że i teraz rybacy szerokim łukiem omijają te akweny.
Jakby nie dość nieszczęścia, na wyspę śmierci w następnych wiekach spadały dalsze okropności. Po przeminięciu strasznej zarazy, Poveglia, z racji swego wyspiarskiego oddalenia od centrum Wenecji, została na stałe ustanowiona miejscem kwarantanny. Tu przybijały w okresach grasujących epidemii statki ze świata a podróżni oraz załoga musieli przebywać na ścisłej obserwacji. Gdy zaś wykryto, choć jeden przypadek zarazy, kwarantannę na całej wyspie przedłużano aż do bezpiecznego jej wygaśnięcia. Tym sposobem ziemia wysepki była nadal rozkopywana dla kolejnych ludzkich szczątków. A zła sława wysepki ciągnęła się za nią przez kolejne stulecia.
SAN SERVOLO LAZARETI - KWARANTANNA DLA CHORYCH PSYCHICZNIE

Na pobliskiej Poveglii wyspie weneckie laguny – San Servolo, w 1797 roku – w okresie napoleońskim ustanowiono lazaret dla chorych psychicznie.
Ówczesne lazarety tym różniły się od współczesnych szpitali psychiatrycznych, że były miejscami odosobnienia i pacyfikacji chorych psychicznie, z których rzadko kiedy się wychodziło. Pensjonariusze poddawani różnym okrutnym rygorom pozostawali tam na łasce, często zwyrodniałego personelu, do końca życia. Można przypuszczać, że część chorych zasiedlała również Poveglię. Szpital San Servolo był przez pewien czas azylem tylko dla chorych psychicznie mężczyzn i był wtedy nadzorowany przez braci zakonnych. Od 1798 roku, tj. od czasu włączenia Wenecji w skład cesarstwa austriackiego zaczęto przyjmować tu również kobiety. W 1838 roku szwajcarski uczony Guslain „zwiedzał” (było to w owych czasach bardzo modne) azyl w San Servolo. Jego wrażenia zostały spisane w postaci listów z podróży. Opisał w nich nieludzkie traktowania pensjonariuszy, z których część była unieruchamiana metalowymi kajdankami i łańcuchami. W czasie zwiedzania jednego z pawilonów napotkał doktora Sacardo prowadzącego korytarzami gromadę krzyczących i jęczących pacjentów. Odwiedzającemu obraz ten przypominał przepędzania stada bydła. Cudzoziemiec wyczuwał, jak bardzo tym nieszczęśnikom brakowało wyjścia na świeże powietrze i dokuczała bezczynność.
Na wyspie San Servolo otwarto zaś w 2006 roku Muzeum Szpitali Psychiatrycznych. Znajdują się tam środki i instrumenty stosowane w dawnych czasach do opanowania podniecenia agresywnych chorych. Były to: kaftany bezpieczeństwa, specjalne pasy do przymocowania chorego do łóżka itp. Wiadomo, że w poprzednich wiekach instrumentarium azylów psychiatrycznych było bogate i przypominało dawne sale tortur. Próbowano uspokajać chorych przez zanurzanie ich w chłodną morską wodę, a następnie krępowano jak mumię mokrymi prześcieradłami. Te, wysychając kurczyły się i sprawiały biedakom dodatkową mękę. Stosowano wymyślne „wirówki”, klatki z chorymi poddawane szybkim obrotom, aby „wypadły” z nich chore myśli i dążenia. W każdej tego typu instytucji stosowane były silne bicze wodne, które miały uciszać chorych. Prawie w każdej tego typu instytucji dochodziło (a i dziś nieraz dochodzi) do przemocy, bicia chorych „w celach wychowawczych” lub do przemocy seksualnej. Owoce takich przemocy zazwyczaj pochłaniała umęczona ziemia przeklętych wysp. W muzeum oglądać można wyposażenia pracowni terapii zajęciowej i plastycznej. Wytwory i prace chorych, ich dokumenty, opisy chorób, dawne fotografie przedstawiające różnorodne anormalne pozy, w tym zbiory frenologiczne i inne dokumenty świadczące o zachowaniach pensjonariuszy.
Raz jeszcze w 1922 „dantejskie sceny” zawitały na małej Poveglii.
Tu właśnie wybudowano kolejny szpital psychiatryczny dla chorych z laguny. Wtedy powstała wysoka wieża z dzwonnicą widziana do dziś. Po raz kolejny rybacy z okolicznych wysp przepływający w pobliżu Poveglii słyszeli „nieludzkie” jęki i krzyki wydobywające się z głębi wyspy. W godzinach wieczornych budziły one autentyczną grozę i traktowane były jako odgłosy potępionych duchów. Szybka modlitwa lub chociażby przeżegnanie się dodawało przepływającym nieco animuszu. Każdy, kto bywał w dawnym szpitalu psychiatrycznym niewątpliwie zetknął się z takimi odgłosami. Uważa się, że w owych latach na wyspie było kilku „zbyt ambitnych doktorów”. Wiadome jest i udokumentowane w literaturze i sztuce, że procedury medyczne wykonywane były przez europejskich znachorów już w XV wieku. Owo „wyciszenie” pacjenta było często totalne i zamieniało go w osobnika bezwolnego. Przekonanie, że za pomocą metod psychochirurgicznych można wyleczyć chorego, przez wieki nurtowało lekarzy. Początek XX wieku cechował się wzmożonymi poszukiwaniami na tym polu. Dopiero po licznych eksperymentach portugalskim lekarzom: Antonio Egasowi Moniz i Almeidzie Lima udało się opracować metodę jak opanować niepokoje chorych. Metoda ta, za którą dr Moniz otrzymał nagrodę Nobla, w wielu krajach była stosowana do „uciszania” agresywnych chorych, pacjentów w ostrej manii, lub chorych kryminalistów. Niewątpliwie, Poveglia jako wyspa zesłania dla ciężko chorych psychicznie, nierzadko agresywnych pacjentów, była miejscem gdzie prowadzono intensywne badania nad „nowinkami psychiatrycznymi”. Zapewne w ich trakcie pacjenci jęczeli, krzyczeli i wyli „jak potępieńcy”. Jak głosi legenda, po kilku latach takich doświadczeń na chorych, jeden z lekarzy nie wytrzymał napięcia psychicznego i sam rzucił się z wieży zegarowej. Nie zginął po tym skoku, ale z mgły znad wyspy wyłoniły się duchy torturowanych przez niego ofiar, do których dołączyły się duchy tysięcy zamęczonych tu w poprzednich wiekach i ową mgłą, czy może „wytworzoną ektoplazmą” udusiły dręczyciela. I nawet dzisiaj, jak mówią dociekliwi szperacze po weneckich wyspach, nikt z przewoźników nie chce jechać na wyspę, niezależnie od ofiarowanej zapłaty.

„Poszukiwacze duchów” jednak jakoś tam docierają i fotografują zarówno opuszczony szpital psychiatryczny jak i fragmenty wykopalisk archeologicznych z pozostawionymi kostnymi szczątkami z odległych poprzednich wieków. Mało jest na świecie miejsc związanych z psychiatrią, które by cieszyły się tak złą sławą.
TERAPEUTYCZNE OSWAJANIE LĘKU PRZED ŚMIERCIĄ

CZYLI Legenda o lekarzu Kon-Kutcie
Kon-Kut był lekarzem głównie biednych ludzi. Bardzo często nie brał za leczenie honorarium i dodatkowo własnymi zasobami wspierał biedaków. Pewnej nocy miał sen, który nazwał proroczym. Przyśnił mu się Allach, który pochwalił jego działania medyczne i dodatkowe wspieranie biedaków. Powiedział:
- Podoba nam się to, co czynisz i będziesz mógł tak żyć bardzo długo, bylebyś niepotrzebnie nie rozmyślał ani nie mówił o śmierci.
Śmierć jest jednak bardzo przebiegła i za każdym razem chciała biednemu lekarzowi przypomnieć o swoim istnieniu. Na dodatek wiadomo przecież, że nikt nie uniknie swego przeznaczenia! Pewnego razu byk z jego hodowli uciekł mu na step i lekarz w żaden sposób nie mógł go ponownie zapędzić do obory. Pomagali mu w tym wszyscy sąsiedzi, którzy bardzo lubili swojego lekarza. Biedak zmęczony uganianiem się za silnym zwierzęciem przysiadł w rogu domu na ławce i powiedział:
- Musimy go wreszcie złapać, bo albo ducha wyzionę ze zmęczenia albo po prostu umrę, bo już nie jestem taki silny, jak kiedyś i brak mi siły.
Kiedy, z pomocą sąsiadów zagonił byka do obory i usiadł w kącie aby odpocząć, przypomniał sobie, że aby żyć nie może nic wspominać o śmierci. A właśnie przed chwilą o niej wspomniał! Jak więc uciec przed śmiercią, która na pewno już się na niego zaczaiła? Czym prędzej sprzedał swój drobny dobytek i uciekł do odległego krańca kraju. Po wielu dniach, gdy zamierzał się osiedlić w nowym miejscu spotkał wieczorem kilku mężczyzn, którzy zawzięcie coś kopali na pobliskim polu.
- Co też robicie, bracia, o tak późnej porze? – Zapytał.
- Kopiemy grób dla nieznajomego, który ma być gotowy jeszcze dzisiaj.
- A kim jest ten człowiek? – Pytał dalej zaniepokojony.
- Nie wiemy, panie. Ma przyjechać dzisiaj. Zapłacono nam, to kopiemy mu grób.
Kon-Kut usłyszawszy to, czym prędzej zostawił kopaczy i szybko udał się w przeciwnym kierunku. Kiedy rano się obudził zastał w nowym miejscu ponownie innych kopaczy zawzięcie spieszących się aby wykopać dziurę w ziemi.
- Co też, bracia, tak się spieszycie? – Zapytał.
- Mamy wykopać grób dla człowieka, który niebawem powinien tu przyjechać.
- Kto was najął do tak smutnej pracy – pytał?
- Nie wiemy, panie, ale już nam zapłacono i musimy się pospieszyć. Nawet nie wiemy, kto w tym grobie spocznie. Podobno jest to jakiś cudzoziemiec o imieniu Ken-Kut i to miejsce upodobał sobie, jako miejsce wiecznego spoczynku.
Zrezygnowany Kon-Kut wrócił do swej wsi i pomyślał: Śmierć mnie wszędzie znajdzie. Nie ma sensu uciekać. Przed śmiercią spławił na Syr-Darię jeszcze swój dywan i na tak pływającej wyspie zamieszkał. Śmierci jednak nie chciało się moczyć w wodzie i zostawiła go w spokoju a on nie opuszczał swej małej pływającej wyspy. Po pewnym czasie doszedł jednak do wniosku, że weselej żyłoby się mu gdyby na wyspie zamieszkała z nim żona. Ta zgodziła się chętnie przenieść na wyspę, lecz zabrała ze sobą kosz owoców. Wśród tych owoców skrył się jednak wąż, który zaraz ugryzł Kon-Kuta i tak zginął lekarz uciekający przed śmiercią.
OSWAJANIE DOBRYCH NAWYKÓW HIGIENICZNYCH I OPÓR PRZED FATUM ZARAZY MOŻE BYĆ TRUDNE, ALE DOBROCZYNNE - O CZYM MÓWIĄ DWIE HISTORIE Z ŻYCIA POBOŻNEGO ŻYDA Z ALEPPO:

Pierwsza historia – dobroczynne przygarnięcie bezpańskiego psa
Szmul Lewi z Aleppo był zaiste świętą i pobożną osobą. Jego sława znana była wśród wszystkich wiernych. Jego świętość promieniowała prawdziwą wiarą i była tak silna, że kruszyła serca zatwardziałych grzeszników a ludzi pobożnych bardziej jeszcze umacniała w wierze, tak bardzo, jak jego bezwarunkowa miłość, do swej, ukochanej od prawie siedemdziesięciu lat żony. Pewnego razu przyplątał się do pobożnego Żyda bezpański pies, -- pies – zwierzę nieczyste, gdyż przed wiekami ugryzł w nogę Alego, zięcia Mahometa. Pies, o którym, tu jest mowa siadał w pobliżu pobożnego Żyda i traktował go, jak swego szanowanego nauczyciela. Nie siadał jednak tak blisko Szmula, aby go nie przeganiano. Pies słuchał uważnie wszystkich wypowiedzi Żyda i można było pomyśleć, że coś z nich do niego dociera. W miarę upływu czasu stopniowo pies siadał coraz bliżej świętobliwego starca. Wszyscy do psa już tak się przyzwyczaili, że nikt go nie odganiał. Zauważono, że pies stopniowo porzucał swoje psie zwyczaje i rozmiłował się w naukach świętego męża. Pewnego dnia ufnie położył Szmulowi łeb na kolanach a ten go pogładził. Od tego czasu pies był jego wiernym towarzyszem, tak wiernym, jak tylko psy potrafią. W ten sposób ów kundel został naturalnym przywódcą wszystkich psów w mieście.
Gdziekolwiek się ruszył, towarzyszyło mu całe stado jego pobratymców. Gdy naszedł dzień wyznaczony mu przez los, pies zdechł. Szmul nakazał aby wykopano grób dla jego ulubieńca nieopodal swojej siedziby. Wtedy wszystkie kundle z miasta zebrały się wokół tego miejsca i zaczęły żałośnie wyć. Od tego czasu prawie wszystkie psy, które znalazły się w tym mieście, przychodziły na miejsce pochówku pupila Szmula.
Tradycją się stało, że i ludzie odwiedzali to miejsce i zostawiali drobne datki, tak jakby odwiedzali grób świętego. Ten grób istnieje do dzisiaj w Chorasanie i nadal jest nawiedzany przez psy i ludzi. Czy słyszeliście coś bardziej nieprawdopodobnego?
Druga historia – nie narzekaj pochopnie na los bowiem zawsze może być gorzej!
Pewnego razu, gdy Szmul był w podróży i odwiedzał współbraci w Aleppo sława jego świątobliwości wyprzedzała go i powodowała, że wierni Żydzi zbierali się zawczasu, aby go powitać. Po modlitwach wszyscy zbierali się na koszernym posiłku, a po nim na pouczających rozmowach. Tak, jak zwykle, wielu z nich zgłaszało się do świętobliwego męża z prośbami o życzliwe rady lub rozstrzygania sporów, z którymi miejscowi uczeni nie mogli sobie poradzić. Pewnego razu spośród zgromadzonych mężów zgłosił się do niego jeden z bogobojnych Żydów prosząc o wyjaśnienie mu, dlaczego, mimo życia pełnego dobrych uczynków, stale żywot jego jest tak trudny i upływa mu on prawie bez nadziei na poprawę losu. Szmul poprosił aby, znękany życiem współwyznawca zgłosił się do niego następnego dnia, gdyż jego pytanie wymaga poważnego zastanowienia się. Następnego dnia uczony w towarzystwie licznie zgromadzonych wiernych stanowczym tonem orzekł, że biedny Żyd musi, jeszcze dzisiaj kupić na targu jakąś zdrową i ruchliwą kozę i wprowadzić ją do swego domu, jak lokatorkę. Powinien też dbać o zwierzę, aby nic jej w jego domu nie brakowało.
Zasmucony takim wyrokiem Żyd jeszcze tego samego dnia zakupił kozę i zaczął o nią dbać. Takiemu postanowieniu dziwiła się cała żydowska gmina, ale wszyscy wierni przyjęli werdykt z nabożnym szacunkiem. Żyd zaś mimo sarkania żony przyprowadził do domu kozę i dbał o nią, jak o najcenniejsze zwierzę domowe i stał się wzorem dla całej gminy żydowskiej.
Gdy minął rok, Żyd przyzwyczaił się do harców kozy i utyskiwania żony. Pewnego razu zgłosił się do niego świętobliwy współwyznawca z pytaniem, czy chciałby coś zmienić w swoim życiu?
Nie, nie, tylko kozą bym się z kimś podzielił, odparł cierpliwy Żyd.
Ponieważ przez rok nie narzekałeś na los, możesz oddać zwierzę komuś innemu, kto będzie podobnie jak ty, uczyć się cierpliwości. I tak uwolnił Żyda od kozy.
Ostatnia historia satyrycznie opisuje przygody dzielnego żydowskiego bohatera, czyli przestroga przed hurra-optymizmem.
Pewnego razu żył na świecie żołnierzyk burczymucha.
On dumny i wesoły był
Jak przystało na bohatera.
Wcale nie przejmował się, że przepełniała
go nadmierna ufność, we własne siły.
Gdy nastała wojna zgubiła go ta krzepa.
Śmiało skoczył w ogień bitewny.
Nie były mu przestrogą spadające
bomby ani armatnie strzały.
Stale krzyczał – ognia, ognia
Zapominając, że jest papierowym chłopcem,
aż spłonął do cna, i już go bliscy rzeką łez żegnali.
Terapia u nas najlepiej!
W jej intencji średniowieczny polski szlachcic posyłający syna na nauki do jakiegokolwiek kraju europejskiego przestrzega go:

Pamiętaj synu o mych zaleceniach, że złe czyny i nieodpowiednie towarzystwo nie pozwoli ci na spokojne sny ani na zbędne targanie twego wystawionego na próby ducha!

Wojennikowie / Są Francuzowi
I popędliwi / I natarczywi,
Wzrostu małego / Statku lekkiego.
Czarny włos mają / Nauk mijają.
Są uszczypliwi / I skokotliwi,
Zbytecznikowie, /Lubo starcowi,
Ozdobni w stroju, / Prędcy do boju.
Choć bez przyczyny, Burzy się iny.
Więcej ich ginie, / Gdy się nawinie,
Pojedynkami / Niźli wojnami.
Namiętne gesty, / Kurewskie kwesty.
Śmiech lub kwilenie, / Krasnomówienie,

Włochy są znani, / Twarzą poważni,
Serca chytrego, / Języka złego.
Daleko widzą, / Prędko się brzydzą,
Niestali w rzeczy, / Lub źle, lub grzeczy.
Tęsknienie mają, / Urazów tają.
Pełni zazdrości, / I skrytej złości
Z cicha czyhają, / Zdradę zmyślają.
Wręcz nie zawadzą, / Potem zgładzą.

Mężni Polacy, / Dobrzy junacy,
Naród słynący, / Lecz próżnujący.
Mandaty z nieba, / Kiedy potrzeba.
Boskie rygory, / I święte wzory.
Nie chcą do tego, / Więzić żadnego.
EPILOG - CZYLI PRZEMYŚLENIA ŚW. TOMASZA Z AKWINU O SZERZENIEU SIĘ DEMONÓW LĘKU

Jak demon lęku może opętać człowieka?
Osiemset lat temu Św Tomasz z Akwinu uważał, że nie ma możliwości poczęcia dzieci przez stosunki z demonami: „Mimo to, jeśli niektóre są czasami spłodzone z demonów, nie pochodzi ono z nasienia takich demonów ani z ich przybranych ciał, ale nasienie mężczyzn, wzięte w tym celu; wtedy, gdy demon przybiera najpierw postać kobiety, a potem mężczyzny; tak też biorą nasienie innych ludzi do innych owych celów”. Takie całkowicie ludzkie dziecko - jak każdy człowiek - miałoby duszę stworzoną przez Boga i żyłoby mocą Boga, jedynego, który może dać życie. Około trzysta lat później angielski król James w rozprawie zatytułowanej Demonologia zasugerował, że diabeł stosuje niecne metody zapładniania kobiet: stara się on ukraść spermę zmarłego mężczyzny i dostarczyć ją kobiecie. Takie niecne czyny powodowały, że kobiety w klasztorach były często spalane, jeśli okazało się, że są w ciąży.

Druga metoda polegała na tym, że diabeł mógł opętać i ożywić ciało martwego mężczyzny powodując jego kontakty seksualne z innymi niż żona kobietami. Jest to podobne do zachowań wampirów zabierających zmarłe zwłoki, aby spowodować jakiś niemoralny akt. Ogólnie przyjęto, że inkuby i subkuby były tym samym demonem, zdolnym do zmiany płci między formami męskimi i żeńskimi. Subkub mógł spać z mężczyzną i zbierać plemniki, a następnie przekształcać się w inkuba i używać spermy dla wybranych kobietach. Chociaż plemniki i jaja pochodziły pierwotnie od ludzi, potomstwo duchów często uważano za nadprzyrodzone.
Jak zapobiegać i terapeutycznie zwalczać demony lęków?
Według Malleus Maleficarum, egzorcyzm jest jednym z pięciu sposobów przezwyciężenia ataków inkubów, pozostałe to: spowiedź sakramentalna, znak krzyża (lub śpiewanie Anielskiego pozdrowienia), przenoszenie chorych w inne miejsce i ekskomunika atakującej istoty, „która być może jest taka sama jak egzorcyzm”. Z drugiej strony franciszkański brat Ludovico Maria Sinistrari stwierdził, że inkuby „nie są posłuszne egzorcystom, nie boją się egzorcyzmów, nie okazują szacunku świętym praktykom.”

Ofiary opisanych poprzednio złych duchów mogły doświadczać snu na jawie lub sennego letargu. Zjawisko to zostało już w starożytności przez uczonych mężów kościoła dobrze opisane. Podczas czwartej fazy snu (znanej również jako sen REM) ośrodki ruchowe w mózgu są hamowane, powodując chwilowy paraliż. Przyczyna tego zjawiska jest ostatecznie poznana i najczęstszym wyjaśnieniem jest niemożliwość spełnienia marzeń sennych przez śpiącego. Nieprawidłowe wybudzenie ze snu może prowadzić do somnambulizmu (lunatycy) lub, przeciwnie, do paraliżu snu - w którym po przebudzeniu śpiący czuje się częściowo lub całkowicie sparaliżowany.

Oprócz opisanych wyżej zaburzeń snu często opisywana jest hipnagogia. Wtedy w stanie bliskim snu występują halucynacje słuchowe i wzrokowe. Przeważnie są one zapominane po pełnym przebudzeniu lub wkrótce potem, w taki sam sposób jak sny. Jednak większość ludzi zapamiętuje pewne zdarzenia jakie im się przydarzyły podczas snu na przykład zjawisko słyszenia muzyki lub oglądania rzeczy w stanie prawie uśpienia. Typowe przykłady obejmują uczucie zmiażdżenia lub duszenia, elektryczne „mrowienie” lub „wibracje”, zaburzenia mowy, wyobrażoną obecność niewidzialnej istoty, a czasem intensywne emocje strachu lub euforii i orgazmu. Często wydają się całkiem realne i żywe; szczególnie halucynacje słuchowe dotyczące muzyki, które mogą być dość głośne, nie do odróżnienia od muzyki granej w tym samym pomieszczeniu.
POSŁOWIE:
Nasze pandemiczne lęki nie spadły z nieba, ani z wiary w nieuchronne piekło życia. Poczęte w swych historyczno-kulturowych matecznikach mutują z nami przez wieki, jak wirusy. Stąd i dzisiaj mogą kreatywnie ewoluować i objawiać się np. jako „post szczepionkowe zniewolenie” manipulacją ukrytą w genach; lub dokonaną przez „obcych”. W tej najnowszej groteskowej lękomanii – innowacyjnym internetowym narkotyku – jest przekonywująca wielu teza: – jako jednostka nic nie poradzę na zarazę, gdyż jestem w rękach sił, na które nie mam wpływu; najlepiej nadprzyrodzonych. Czyli odwieczna metoda wypierania autentycznego zagrożenia – absurdalnym zaprzeczeniem!
A zatem nie czekajmy, aby porwało nas UFO i… uzdrowiło. Zadbajmy sami, aby naszą terapię lęków oprzeć na racjonalnych wyborach zachowań i działań leczniczych opartych na naukowej wiedzy. Oswajajmy też nasz uzasadniony pandemiczny lęk czerpiąc otuchę ze sprawdzonej mądrości przodków.
autor: dr nauk med. Janusz Krzyżowski - Psychiatra
Gabinet prywatny tel. 22 833 18 68
Przyjmuje psychiatra - dr nauk med. Włodzimierz Szyszkowski
Treści autorstwa dr nauk med. Janusza Krzyżowskiego prezentowane w witrynie mają charakter wyłącznie edukacyjny i pod żadnym pozorem nie mogą być podstawą do samodzielnej terapii.
Dotyczą problemów bezsenności, depresji, różnych postaci lęku, seksualizmu, psychiatrii trans kulturowej.
linki sponsorowane, reklamy
snooker - KOLAGEN_cito siatkówka - KOLAGEN_cito jędrne ciało - KOLAGEN_cito judo - KOLAGEN_cito jędrna skóra - KOLAGEN_cito złote medale - KOLAGEN_cito blizny potrądzikowe - KOLAGEN_cito ranking kolagen - KOLAGEN_cito na urlopie szałwia - Cukierki_Szalwiowe w zielarniach - szałwia - Cukierki_Szalwiowe zielarnia szałwia - Cukierki_Szalwiowe najlepsze w aptece szałwia - Cukierki_Szalwiowe cukierki szałwiowe szałwia - Cukierki_Szalwiowe ziołowe wspomaganie - szałwia - Cukierki_Szalwiowe na grypę szałwia - Cukierki_Szalwiowe gdy boli gardło szałwia - Cukierki_Szalwiowe na wzmocnienie - aronia - Cukierki_Aroniowe w aptekach - aronia - Cukierki_Aroniowe aronia - cukierki - Cukierki_Aroniowe zioła - aronia - Cukierki_Aroniowe ziołowe cukierki - aronia - Cukierki_Aroniowe zioła - aronia - Cukierki_Aroniowe ziołowe cukierki - aronia - Cukierki_Aroniowe zioła - aronia - Cukierki_Aroniowe ziołowe produkty - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe cukierki ziołowe - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe apteka - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe nowości z zielarni - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe w aptekach - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe nowości - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe na wzmocnienie - pokrzywa - Cukierki_Pokrzywowe pokrzywa - cukierki - Cukierki_Pokrzywowe ziołowe specjały - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe w aptekach - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe na odporność - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe co dobrego - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe na wzmocnienie - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe w zielarniach - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe ziołowe specjały - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe ziołowe cukierki - żeńszeń imbir - Cukierki_Zenszeniowo_Imbirowe przeciw stresowi - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa cukierki z ziołami - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa na odporność - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa ziołowe produkty - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa na odporność - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa ziołowe produkty - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa zioła - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa w zielarniach - aloes trawa cytrynowa - Cukierki_Aloesowe_z_Trawa_Cytrynowa ziołowe cukierki - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez ziołowe wspomaganie - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez cukierki ziołowe - cukierki czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez zioła - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez ziołowe cukierki - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez produkty z czarnego bzu - Cukierki_Czarny_Bez na wzmocnienie - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez zioła w cukierkach - czarny bez - Cukierki_Czarny_Bez dla całej rodziny - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe ziołowe wspomaganie - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe dla całej rodziny - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe produkty na odporność - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe ziołowe wspomaganie - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe cukierki głogowe - cukierki - Cukierki_Glogowe nowości z apteki - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe przeciw stresowi - głóg, głogowe - Cukierki_Glogowe zielarnia - melisa - Cukierki_Melisowe nowości z apteki - melisa - Cukierki_Melisowe produkty z melisy - Cukierki_Melisowe zioła - melisa - Cukierki_Melisowe dla sedniorów - melisa - Cukierki_Melisowe właściwości melisy - Cukierki_Melisowe nowości z zielarni - melisa - Cukierki_Melisowe zioła - melisa - Cukierki_Melisowe cukierki walerianowe - cukierki - Cukierki_Walerianowe w aptekach - waleriana - Cukierki_Walerianowe ziołowe wspomaganie - waleriana - Cukierki_Walerianowe w zielarniach - waleriana - Cukierki_Walerianowe nowości z zielarni - waleriana - Cukierki_Walerianowe na wzmocnienie - waleriana - Cukierki_Walerianowe ziołowe cukierki - cukierki walerianowe - Cukierki_Walerianowe cukierki walerianowe - cukierki - Cukierki_Walerianowe baseball - Dezodorant_SuperDeo motocross - Dezodorant_SuperDeo golf - Dezodorant_SuperDeo pchnięcie kulą - Dezodorant_SuperDeo zapasy - Dezodorant_SuperDeo łucznictwo - Dezodorant_SuperDeo wyścigi konne - Dezodorant_SuperDeo krykiet - Dezodorant_SuperDeo
Przychodnia.pl, jest nazwą zastrzeżoną (C) 1999. Informacje zawarte na naszych stronach WWW mają charakter dydaktyczno - poglądowy i nie mogą stanowić podstawy do zaniechania kontaktu z lekarzami w celu badania, leczenia czy konsultacji. Jakkolwiek zespół redakcyjny dokłada wszelkich starań, aby informacje tu zawarte były rzetelne i pochodziły z wiarygodnych źródeł, nie ponosi żadnej odpowiedzialności za ich stosowanie w praktyce.